Uczestnicy zawodów

W tym miejscu publikujemy wpisy uczestników kolejnych edycji Międzynarodowych Mistrzostw Polski Weteranów. Zachęcamy wszystkich do nadsyłania krótkich notek o sobie. Pozwoli to nam wszystkim lepiej się poznać.

Bukańscy Alicja i Ryszard

Informacje o Alicji i Ryszardzie Bukańskich można znaleźć na stronie www.burykot.gorzow.pl

Brzezińska - Mkołajczyk Jolanta

Zakończyłam sportową karierę w 1975 roku. Nie dało sie połączyć studiów wyższych z treningami. Przynajmniej takie było zdanie ówczesnego trenera Marymontu – p. Michała Januszewskiego ( chyba nie przekręcam nazwiska?). Uważał, że muszę trenować 5 razy w tygodniu, a ja mogłam tylko w niedziele (53 godziny zajęć na uczelni nie licząc dojazdów). Skończyłam studia (Biologia na UW), pracowałam 12 lat w Instytucie Ochrony Środowiska, a potem jak mój syn szedł do szkoły, zmieniłam pracę i jestem do dziś nauczycielką. Uczę biologii, przyrody, geografii i chemii. Przez 34 lata nie trenowałam wcale, a mój łuk wisiał jako dekoracja na ścianie w pokoju. Gdy się dowiedziałam o MMW zdjęłam łuk, odkurzyłam i tak z pomocą Adama Pazdyki – trzeba było doprowadzić strzały do stanu używalności – trafiłam na tory. Miałam czas tylko na 3 treningi i mięśnie od razu mi się pokwasiły. Ale jestem szczęśliwa, sportowa żyłka drgnęła, łucznictwo nadal mi się podoba i kto wie… może znowu postrzelam bardziej poważnie, a nie tylko dla zabawy i chęci spotkania ze „starymi” kolegami. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie Weteranka Jolka Brzezińska

Cichy-Choroniewski Rafał

40+. Łuk sportowy pierwszy raz trafił w moje ręce na wiosnę 2000 r. Od początku strzelam w krakowskim klubie Płaszowianka. Strzelam wyłącznie dla przyjemności – o czym czasem zdarza mi się zapomnieć. Inna rzecz, że najprzyjemniej jest trafiać w żółte. Do tego jednak potrzebny jest trening, a trenować nie lubię. Więc strzelam dla przyjemności, tak 4 do 5 dni w tygodniu 😉

Gawor Wojciech

łucznictwo zacząłem trenować od 1968 roku do drugiej połowy 1971 roku w RKS DRUKARZ w Warszawie. Po dłuższej przerwie wznowiłem treningi i od 1998 roku do dziś trenuję we Frankfurcie nad Odrą w Niemczech.

Gawryś Darek

(40+) – w młodości 9 lat zabawy z klasykami, 16 lat przerwy i teraz od 8 lat bloczki :), w tym wywalczony tytuł Mistrza Polski w 2007r. Szczegóły na stronie http://hungry4sport.com/Portfolios/Show/s/9

Ilyashenko Olyeg

Добрый день, коллеги! К сожалению, я не умею писать по-польски, а только немного говорю, зато все понимаю! Пишу короткие сведения о себе по-русски. Ильяшенко Олег Петрович, родился 6 октября 1941 года на востоке Украины, в гор. Сумы. С 1946 года живу во Львове, Украина. В 1969 году закончил Львовский политехнический институт по специальности “архитектура”. Затем работал архитектором, преподавателем архитектуры во “Львовской политехнике”, а также 7 лет в Политехническом институте в Конакри, республики Гвинея. Стрелять и лука начал сразу после поступления в Львовский политехнический институт – в 1964 году. Стрелял в сборной студенческой команде Советского Союза “Буревестник”. В 1969 попал кандидатом в сборную Советского Союза, но, поскольку как раз закончил институт и был направлен на работу по специальности, не мог выезжать на все тренировочные сборы и соревнования. Почему и был отчислен из команды. Но стрелял из лука все последующие годы для себя, для здоровья. Одновременно с 1970 года начал работать тренером по стрельбе из лука по совместительству, то есть в свободное от основной работы время. Как тренер, иногда привлекался к работе в сборной Союза, где долгое время стрелял мой ученик, неоднократный чемпион Советского Союза и чемпион Европы Ярослав Гусак. В 1996 году меня пригласили, снова в свободное от основной работы во “Львовской политехнике” время, работать с паралучниками Украины. Работаю с ними до сих пор. Побывал с командой Украины на Паралимпиадах в Атланте, Сиднее, Афинах и Пекине. Надеюсь, что поеду и в Лондон, если позволит здоровье. Два года тому назад попробовал стрелять из блочного лука. Понравилось. Теперь, когда есть время, стреляю немного из блочного, но начинаю тренировку из классического лука. К соревнованиям в Варшаве тренировался довольно регулярно. Увлекаюсь цифровой фотографией. Люблю рыбалку, но на нее не хватает времени.

Jakubowski Michał

(40+) Przygodę z łucznictwem zacząłem pod koniec sierpnia tego roku, a MPW byly moimi pierwszymi zawodami. Byłem o krok od zwycięstwa, ale niestety zrobiłem go nie w tym kierunku. Nie tracę jednak nadziei na lepszy wynik w przyszłym roku. Urzekła mnie atmosfera tych zawodów i ludzie, których poznałem. PS. Serdecznie dziękuję p. Wojciechowskiej za cenne wskazówki podczas moich zmagań z łukiem w trakcie zawodów oraz trenerowi Pazdyce za to, że mnie namówił.

Kociołek Piotr

ur. 1963, w wieku 10 lat – Judo – Gwardia Wrocław od 17-ego do 21-ego roku życia – Karate Kyokushinkai – AZS AR Wrocław 1987 – jeździectwo-kurs podstawowy (AKJ Wrocław) od 1988 – 2001 rekreacyjnie: jazda konna w terenie 2001 – 2004 – jeździectwo-skoki (JKS Hanna) od 04.2008 – łucznictwo 3D od 10.2008 – łucznictwo tarczowe (UKS Talent Wrocław) obecnie, poza łucznictwem – okazjonalnie – squash. Zainteresowania pokrewne: bowhunting

Kozłowska Hanna

Kategoria 40+ łucznictwo czynnie uprawiałam w latach 1972-1983 w klubach TKKF Wesoła, RKS Marymont i Mazowsze Teresin. Moim pierwszym trenerem był Pan Roman Zawiślański. Po wielu latach przerwy do łucznictwa wróciłam w roku 2004 jako instruktor. W 2005 r. wraz z mężem założyliśmy w KS Wesoła Sekcję Łuczniczą, gdzie trenuje dwoje naszych dzieci.

Król Schlotter Jagienka

Strzelać zaczęłam w chyba w 1976r do 1982r. Jako dziecko wuefistki uczyłam się w szkole baletowej, trenowałam gimnastykę sportową, skoki do wody i pływanie synchroniczne. Wszystko tak po jednym roku. Dopiero w łucznictwie zostałam na dłużej. Chyba nie ma się co dziwić, ponieważ jako nienarodzone jeszcze dziecię, brałam udział w MŚ w Helsinkach 1963r. Miło wspominam to moje juniorskie strzelanie. Medale Warszawskiej Olimpiady Młodzieży z 1977 roku oraz brąz w trójmeczu Pionów w Stalowej Woli 1980.. Strzelałam w Drukarzu. Piękny park i wszechobecny zapach czekolady z pobliskiej fabryki Wedla koił zmysły. Strzelałam w klubowej drużynie ligowe zawody razem z Panią Ireną Szydłowską. Dobrze pamiętam jej piękną srebrną biżuterię i gorset. Miałam drewnianej YAMAHY, potem z ruskiego HOYTa. Przed maturą mimo zaproszenia na obóz kadrowy do Spały przerwałam treningi. Pięć razy w tygodniu nie wchodziło w grę. Potem była popołudniowa szkoła architektoniczna i studia na wydziale Sztuk Pięknych w Toruniu. Potem był pobyt za granicą, potem dzieci. A ja właściwie zawsze chciałam wrócić do łucznictwa W zeszłym roku złamałam lewą rękę w stawie łokciowym, myślałam że to już koniec ze strzelaniem, ale Piotr Płażewski, trener z Drukarza powiedział mi o MMW i namówił na start. Opłacało się! Zawodowo zajmuję się grafiką reklamową. Może kiedyś uda mi się zaprojektować plakat łuczniczy. Wielkie dzięki dla Adama Pazdyki za organizację zawodów i udostępnienie sprzętu.

Krzyżanek Krystyna

rocznik 1953, Stella Kielce, trener – Marian Pyk Pierwszy raz z łuku – drewnianego, strzelałam jako wczesna nastolatka, gdy zapisałam się do sekcji łuczniczej MDK w Kielcach. Było to raz … i na tym się skończyło, bo nie wznowiono treningów. Następny kontakt ze sportem był przypadkowy. Nauczyciel PO (przysposobienie obronne) w I klasie Technikum Mechanicznym zarządził strzelanie z kbks – karabinka sportowego. Każdy dostał po całe 3 sztuki nabojów i nastąpiła pierwsza selekcja. Po kolejnych zakwalifikowałam się do sekcji strzeleckiej. Już po kilku dniach i krótkim treningu pojechałam na zawody w Starachowicach. W jednym dniu wystartowałam w dwóch konkurencjach. W drugiej samowolnie bez wiedzy nauczyciela. Tak mi się to spodobało, że nie czułam wysiłku. Więcej nigdy mi się to nie zdarzyło. W obu konkurencjach miałam przyzwoite wyniki. Na jednym ze zgrupowań w Włoszczowie spotkałam łuczników ze Stelli Kielce będących tu także na zgrupowaniu. My trenowaliśmy na otwartej strzelnicy w skórzanych kurtkach, dlatego treningi odbywały się bardzo wcześnie rano, później było za gorąco. Łucznicy zaś trenowali w ciągu dnia i chętnie im kibicowaliśmy. Pozwolono mi spróbować swoich sił i od tej chwili trener Marian Pyk usilnie mnie namawiał do zmiany dziedziny sportowej, co mu się w końcu udało. Łucznictwo miało dla mnie swoisty urok, a Stella wydawała się dobrze zorganizowanym i prawdziwym klubem. Tak zaczęła się moja jedenastoletnia przygoda z łukiem. Nie osiągałam mistrzowskich wyników, należałam do tych zawodników, którzy umieją przegrywać indywidualnie, za to zawsze można było na mnie liczyć w zawodach ligowych. Startowałam w lidze nawet w trakcie matury i egzaminów na studia. Przez 5 lat studiowania na Politechnice Świętokrzyskiej nadal byłam czynną zawodniczką Stelli, a także potem, kiedy po zamążpójściu przeprowadziłam się do Legionowa pod Warszawą i nikomu nie udało się zmusić mnie do zmiany barw klubowych w związku ze zmianą zamieszkania. W Biurze Projektowym UNITRA-UNIPRO w Warszawie, gdzie pracowałam, otrzymałam ksywkę Amorek w związku z uprawianiem łucznictwa, która to ksywa ewoluowała w Amorzycę, kiedy poznano moją zołzowatość (czytaj: niezależność). Do moich najlepszych osiągnięć należy złoty medal na 30 m zdobyty na Mistrzostwach Polski w Rzeszowie i 6 miejsce w Zawodach Międzynarodowych w Warszawie w latach circa 1972-76. Z wyników to przekroczenie magicznej wtedy granicy 1100 pkt nagradzanego Czarną Gwiazdą FIFA. Wtedy zostałam na krótko powołana do kadry. Przygoda z łukiem skończyła się dla mnie, kiedy łucznictwo przestało być amatorskie, znaczy bez kasy. Musiałam wybrać: kariera zawodowa, albo sportowa. Taki wybór dla mnie nie istniał. Mam więc za sobą 30 lat pracy, w tym 12 lat na budowie. Obecnie jestem inspektorem nadzoru robót elektrycznych, mieszkam i pracuję na Kabatach w Warszawie. Chińskie przysłowie mówi, że: „Jeśli chcesz być szczęśliwy przez chwilę, napij się wódki, jeśli przez rok – ożeń się, a jeśli do końca życia – załóż sobie ogród. Moją pasją od 10 lat jest ogród z kwiatami i zgadzam się z tym. Z prawdziwą radością przyjęłam wiadomość, że znalazł się zapaleniec, który zorganizował Zawody Weteranów Łucznictwa. Dziękuję Adamowi Pazdyce za podróż w czasie, tak przyjemną, bo wstecz, do młodości i wspomnień, za możliwość spotkania starych, dobrych znajomych i poczucia atmosfery na torach. Przykro mi tylko, że nie wzięłąm udziału w konkurencji. Cóż, strzelanie na zawodach bez treningu, gdy wyprowadziłam się z Kielc, zaskutkowały na stare lata kontuzją barku. Mam nadzieję, że za rok doprowadzę go do stanu używalności i znowu postrzelam. Pozdrawiam serdecznie całą brać łuczniczą.

Łończuk Krzysztof

Moja przygoda z łucznictwem zaczęła się w zeszłym roku. Aby odciągnąć syna od komputera wiosną zeszłego roku kupiłem Samicka i zaczeliśmy strzelać. Efekt jest taki, że mnie to wciągnęło a syn dalej ujeżdża komputer. Jesienią zeszłego roku aby nie tracić kontaktu z łukiem wstąpiłem do klubu Morświn w Gdyni , co umożliwiło mi strzelanie zimą w hali. Kupiłem kolejny lepszy łuk, co umożliwiło mi uzyskanie lepszych wyników – wiosną tego roku na dystansie 2x70m miałem 259pkt w pierwszym starcie, a w Warszawie miałem 477pkt, czyli zrobiłem krok do przodu. Strzelam latem w swoim ogródku, niestety maksymalny dystans to tylko 35m. Ciekawy jestem jak to będzie za rok w Warszawie na kolejnych mistrzostwach…

Pazdyka Adam

Kategoria 50+, wieloletni trener RKS Marymont Warszawa a dziś po wielu, wielu latach znów zawodnik. Łucznictwo uprawiał czynnie w latach 1970-1985 w RKS Marymont.

Rejmer Maja

Kategoria 40+. Zaczęła trenować łucznictwo w późnym dzieciństwie – jakieś 5 lat temu. Zaczynała od łuku tradycyjnego Diana. Wkrótce hobby stało się pasją. Obecnie pracuje jako instruktor w RKS Marymont i jako czynna zawodniczka tegoż klubu należy do kadry narodowej kobiet w łukach klasycznych.

Rydzak Janusz

Kategoria 50+. Witam serdecznie. Przygodę z łukiem rozpocząłem… chyba jak każdy chłopiec w wieku -nastu lat gdzieś w okolicach Jeleniej Góry. Wraz ze starszym kuzynem zmajstrowaliśmy jesionowy łuk. Strzały leszczynowe, pióra i groty z pociętej ocynkowanej rynny (dziadek był bardzo szczęśliwy). Przepis na groty: wycinamy trójkąty z ocynkowanej rynny i zwijamy w stożek. Są naprawdę skuteczne o czym przekonaliśmy się zakopując przez przypadek upolowaną kurę do ziemi tak by dziadek się nie denerwował… Kilka lat temu moja córka Kasia pojechała na obóz przetrwania. Wróciła poobijana ale zadowolona i stwierdziła, że chciałaby rozpocząć przygodę z łukiem. Przygoda trwała 2 tygodnie a dla mnie trwa już trzeci sezon. Mieszkam w Raciborzu i tutaj też trenuję 1 do 2 x w tygodniu. Moje wyniki zawdzięczam trenerowi Piotrkowi Śliwie, długoletniemu zawodnikowi Łucznik Żywiec. Piotrek poświęcił mi bardzo dużo czasu rehabilitując moje skamieniałe przez lata nieróbstwa plecy oraz przekazał wiele cennych uwag z zakresu tego szlachetnego sportu. Dziękuje Piotrek! Zawody w Warszawie były dla mnie pierwszymi zawodami łuczniczymi. Wspaniała atmosfera i postawa wielu sportowców. Przy okazji chciałem pogratulować organizatorowi Panu Adamowi Pazdyce. Sprzęt: łuk refleksyjny Samick 70” 43 funty

Siuta Wacław

Kontakt z łucznictwem rozpocząłem 1975 roku pod opieką śp. Katarzyny Wiśniowskiej – Mistrzyni Świata z Helsinek w 1955 roku, jako zawodnik Sekcji Łuczniczej Cywilno Wojskowego Klubu Sportowego Resovia w Rzeszowie. W okresie działalności zawodniczej w latach 1975-91 pełniłem równocześnie funkcję asystenta trenerów klubowych w zakresie technicznego przygotowania sprzętu sportowego dla zawodników. W 1987 roku uzyskałem uprawienia instruktorskie w zakresie łucznictwa tarczowego oraz uprawnienia sędziego klasy II. Po „przygodzie” sędziego tarczowego na Mistrzostwach Świata w Krakowie w 1991 roku utraciłem kontakt z dyscypliną. Wezwany w 1998 roku przez środowisko łucznicze do pracy trenerskiej rozpocząłem szkolenie z grupą kilku zawodników Resovii i tak pozostałem szkoleniowcem do dzisiaj, a zawodnicy z którymi współpracowałem kilkakrotnie sięgali po najwyższe tytuły mistrzowskie w zawodach krajowych i międzynarodowych. W tym okresie wielokrotnie byłem współorganizatorem ogólnopolskich zawodów łuczniczych oraz uczestnikiem programu „Animatora Sportu Dzieci i Młodzieży” promującego łucznictwo. Poza pracą zawodową i trenerską jestem działaczem sportowym, długoletnim członkiem Zarządu Rzeszowskiego Okręgowego Związku Łuczniczego, który włączył się w organizację Halowych Mistrzostw Świata w Łucznictwie – Rzeszów 2009. Po mistrzostwach w Rzeszowie powróciłem do rekreacyjnego strzelania, a także startów w zawodach centralnych, choć z mieszanymi odczuciami. Preferuję wyłącznie z góry określone zasady i jednakowe szanse dla Wszystkich. Instruktor Wacław Siuta (1960) w.siuta.rz@gmail.com

Słowik Norbert

Mistrzostwa były dla mnie niezwykłą przygodą, przypomnieniem tego co było dla mnie bardzo ważne. Po wielu wielu latach, postanowiłem czas wolny przeznaczyć na strzelanie z łuku. W pierwszej połowie lat 80-tych strzelałem w barwach Boruty Zgierz a ostatnie Mistrzostwa Polski w jakich startowalem -jako junior- odbyły się w 1985 r. W 2008 r. kupiłem łuk i w sielskiej miejscowości w której mieszkam ustawiłem matę. Poszło nieźle i zapisałem się do najbliższego klubu, zostałem zawodnikiem Marymontu. Głownie po to, aby móc korzystać z torów łuczniczych. Wyniki przerosły moje aspiracje. Serdecznie dziękuję Koleżankom i Kolegom za współzawodnictwo. Pozdrawiam, Norbert

Habuda Józef

W wyniku paskudnej choroby nie mogłem uprawiać sportów typu biegi, skoki, gier zespołowych itp. Wymyśliłem więc sobie łuk, najpierw olimpijski póżniej bloczek. Jestem samoukiem tak jak i moi młodsi koledzy z Dobrego Miasta. Najpierw walka między sobą ,następnie zawody 3D Na koniec musiałem się sprawdzić w tarczówce. Jak Bóg da zdrowie w przyszłym roku stanę do walki z czterdziestolatkami ! Jedyne czego żałuję ta tego,że tak póżno rozpocząłem zabawę z łucznictwem. Jestem emerytowanym nauczycielem matematyki,zagorzałym wędkarzem (spining), fanem sportu, miłośnikiem przyrody.

Wilejto Jadwiga

Zawodniczka 26 lat i trener 24 lata. – wielokrotna medalistka Mistrzostw Świata, Europy, Pucharów Europy i Zawodów Międzynarodowych oraz Mistrzostw Polski – 2-krotna rekordzistka Świata – /1971r. – 60m-324 i 1976r. – 30m – 349/ – 3-krotna uczestniczka Olimpiad /Monachium, Montreal i Moskwa/ – 39-krotna rekordzistka Polski. – trener zawodniczek, wielokrotnych medalistek Ogólnopolskich Olimpiad, Mistrzostw Polski Juniorów i Seniorów i trener zawodniczki Małgorzaty Jani – medalistki Mistrzostw Świata Juniorów i rekordzistki Europy Juniorów – 1304 pkt. – wieloletnia członkini Zarządu PKOL i PZŁucz. – wieloletnia trener Makroregionu Śląskiego i Zespołu Metodycznego w Opolu. Łucznictwo jest moją pasją i przygodą życiową, która trwa już 50 lat. Teraz w listopadzie obchodzę mój jubileusz, który zdopingował mnie do podjęcia po 24 latach kilku treningów i wzięcia udziału w tych super Mistrzostwach. Strzelanie sprawiło mi wiele przyjemności i radości. Spotkanie wielu znajomych po latach to bardzo miłe przeżycie i radość. Panie Adamie dziękuję bardzo za Pana trud i wiele pracy włożonej w Organizację I Mistrzostw Polski Weteranów. Zawody pięknie przygotowane i ta miła atmosfera wśród uczestników pozostanie długo w pamięci. Na II Mistrzostwa napewno przyjadę i z wielką przyjemnością spotkam się z Panem, koleżankami i kolegami na torach łuczniczych. Do zobaczenia za rok. Pozdrawiam Jadwiga Wilejto

Żarnowiecki Wiktor

Zacząłem strzelać w 1959 roku w ogródku jordanowskim przy obecnej hali marymonckiej, ale zgubiłem strzałę i więcej nie przyszedłem. Potem strzelałem w latach 1963-65 w Międzyszkolnym Ośrodku Sportowym przy dworcu Warszawa Gdańska (instruktor Pan Jagodziński) Od 1966 na poważnie w Marymoncie (instruktor Konrad Stasiukiewicz). W 1967 MP juniorów młodszych. Od 1968 w Drukarzu razem z Albertem Spirydowiczem, Ireną Szydłowską, Jackiem Sokołowskim i Wojtkiem Gaworem oraz moimi rodzicami, których wciągnąłem w tę zabawę budowaliśmy sekcję w Drukarzu. W 1970 MP juniorów starszych. Czemu przestałem strzelać około 1974-5 roku trudno powiedzieć.Potem żona, dzieci, różne prace. W latach 90-tych kupiłem kilka „apaczy” i próbowałem uczyć dzieci strzelać głównie na koloniach. Zacząłem pracować w szkołach i tam też próbowałem rozkręcać łucznictwo, ale chyba dopiero w obecnej szkole trafiłem na odpowiedni grunt. Założyłem właśnie (1.09.2009) sekcję łuczniczą przy UKS Kusy w Zespole Szkół Sportowych im. J.Kusocińskiego na warszawskich Bielanach, i mam nadzieję uruchomić od września 2010 roku pierwszą łuczniczą klasę gimnazjalną.Będzie świetna baza bo budują nam halę. Sam strzelam dla przyjemności i dla przetestowania tego czego chcę uczyć dzieci. Pozdrawiam wszystkich młodych łuczników i tych wcześniej urodzonych serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *